Dlaczego system, nie samo logoDlaczego samo logo to za mało
Logo jest jednym elementem, a rozpoznawalność buduje powtarzalność wszystkich pozostałych. Kolor, krój pisma, sposób kadrowania zdjęć i układ materiałów pracują na markę częściej niż sam znak, bo widać je w każdym punkcie styku, także tam, gdzie logo się nie mieści.
Dlatego projekt kończymy systemem, a nie plikiem. Znak dostajecie w kilku wariantach: podstawowym, uproszczonym do małych rozmiarów, w wersji na ciemne tło i w wersji jednokolorowej pod druk techniczny. Do tego paleta z konkretnymi wartościami, dwa kroje pisma z opisanymi licencjami i zasady, których trzyma się każdy, kto tworzy materiały.
To, co najbardziej opłaca się w tym wszystkim, to rozdział zatytułowany czego nie robić. Rozciąganie znaku, dokładanie cieni, zamiana kolorów na zbliżone, wstawianie logo na niespokojne zdjęcie. Te cztery zakazy ratują markę częściej niż dziesięć stron rozważań o jej charakterze.
W Warszawie dochodzi jeszcze kwestia skali. Firmy działające na rynku stołecznym szybciej trafiają na sytuacje wymagające nietypowych zastosowań: zabudowa targowa, oznakowanie biura, materiały dla partnera zagranicznego, szablon prezentacji dla działu sprzedaży. Marka bez systemu w każdej z tych sytuacji wymaga improwizacji i za każdym razem wygląda trochę inaczej.
Księga znaku pilnuje, żeby marka wyglądała tak samo na stronie, w prezentacji i na szyldzie.